Ideą teamLabu jest przemierzanie ciemnych przestrzeni muzeum na własną rękę, bez żadnych wskazówek kuratora wystawy czy podpowiedzi obsługi. Stąd zwykle przypadkowe odkrywanie coraz to nowych miejsc jest doświadczeniem aktywującym czystą eksploratorską radość.
Mam wrażenie, że do pokoju Memory of Topography trafiają najwytrwalsi bywalcy teamLabu i, co za tym idzie, jest to stosunkowo nieliczna grupa. I jest to cudowne, bo w nieskrępowany sposób pozwala czerpać przyjemność z obcowania z ekspozycją.
Memory of Topography to wielopiętrowy las, którego roślinność wyobrażają płaskie, miękkie dyski na sprężystych wspornikach. Mają różną wysokość, co pozwala albo całkowicie zanurzyć się w tym „lesie” i zgubić pod „drzewami”, albo swobodnie spacerować między niskopiennymi elementami podszycia. Zmieniające się światło i wizualizacje pozwalają na doświadczanie lasu w różnych jego odsłonach, o różnych porach roku.
Spędziliśmy tam z Maciej dłuższą chwilę, bo leśny spacer okazał się doznaniem nad wyraz relaksującym. Dla mnie był powrotem do dzieciństwa, dla Maćka – wejściem do odrealnionego świata, który swoją baśniowością nawiązywał do uniwersum Avatara.
Zobacz także:
Pierwsza pocztówka z Tokio: w spodniach czy w sukience
Druga pocztówka z Tokio: chodzi o światło
Trzecia pocztówka z Tokio: makijaż sztuką
Czwarta pocztówka z Tokio: różowa Shibuya
Piąta pocztówka z Tokio: w hotelu
Ósma pocztówka z Tokio: Tokio nocą
Fot. Maciej Burzykowski