Dolary, marki, funty, franki

  • 2 miesiące temu
  • 0


  • Kamizelka, która się kojarzy z zaprzeszłymi czasami, kiedy rządzili cincz many cinkciarze, handelki i takie tegesy
    Kamizelka, która się kojarzy z zaprzeszłymi czasami, kiedy rządzili cincz many cinkciarze, handelki i takie tegesy

    Rzeczywistość sprzed przełomu lat 80/90. Gospodarką, wespół z tak zwaną władzą, zawiadują waluciarze, badylarze, prywaciarze. Funkcjonują handelki, często na grubym nielegalu, ale władza przymyka oko. Dzięki temu w krwiobiegu tkanki społecznej płyną dolary, funty, marki, franki, a dzięki nim dostępne są reglamentowane dobra, bilet do lepszego samopoczucia, do innego świata.

    Cincz many, panie – szeptane jest pod hotelami.

    Dolary, dolary – niesie się konfidencjonalnie pod Peweksami.

    Bilecik dla pani? – to pod kinami.

    A pamiętacie, jak sportretowany w „Misiu” konik uroczo emablował syna odprowadzającego matkę na samolot (tę matkę, co leciała na operację): Pytam, czy bilecik pan potrzebuje? (…) To jest, panie, taka peronówka. Polski dać czy zagraniczny? (…) Cztery dychy, cztery dychy. Zagraniczny tańszy – trzy dychy. (…) Trzymać w okładce, nie giąć, nie niszczyć. Dwa lata będzie służyć. Taki szeregowy konik, a miał serce: uratował syna przed koniecznością żegnania matki machaniem z najbliższego tarasu widokowego, który to znajdował się we Wrocławiu.

    Takie to były czasy, gdzie na ulicy rządziły szmery bajery, biznesy interesy, takie tegesy.

    A żeby te wszystkie tegesy mogły się gdzieś pomieścić, przepastna kurtka czy kamizelka z kieszeniami bez dna była przedsiębiorcy nieodzowna. Można było zapakować do niej i towar, i pokaźny zwitek banknotów, a i garść bilonu też miała się gdzie podziać.

    No i tak właśnie kojarzy mi się kamizelka z niniejszego wpisu.

    Fot. Maciej Burzykowski

    komentarze

    Dodaj komentarz

    Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.